Długo marzyłam o sesji w tym konkretnym lesie. Dojście do niego wiąże się z dłuższą wyprawą, a będąc w nim można spotkać tylko ptactwo i owady. Nawet sarny wybierają wygodniejsze, bardziej płaskie tereny rozpościerające się tuż pod nim. Wachlarze zielonych paproci, szumiący strumień płynący przez jego środek, świerki pnące się do samego nieba. To miejsce powinno być przepisywane jako terapia dla wszystkich znerwicowanych, zatracających się w codziennym pędzie osób.

Na towarzyszkę tej wyciszającej wycieczki wybrałam kobietę, która zna jeszcze inną skuteczną (dla wtajemniczonych) metodę kojenia nerwów. Daria, współzałożycielka joga kolektyw, szkoły jogi z Wrocławia, już kiedyś stanęła przed moim aparatem. Spotkania z nią to nie tylko obserwacja i łapanie w kadrach jej plastycznego ciała, dla mnie to również niekończące się, wielowątkowe rozmowy z pokrewną duszą. Tym razem kadry i rozmowy działy się w ostrym świetle tańczącym między drzewami, na miękkim mchu, w zimnym strumieniu. Po prostu w najpiękniejszym z możliwych otoczeniu. To mój świat. Jestem dzieckiem lasu.

Polub/udostępnij post