Marta jest jedną z takich osób, z którą możesz nie widzieć się sto lat, a dobra energia między Wami zostaje. Oprócz tego, że uwielbiam ją fotografować, bo jako aktorka nie wstydzi się własnego ciała, to uwielbiam jej wrażliwą duszę. Mam wrażenie, że jest trochę z innego świata, z dala od instagramego wypinania tyłka i tego całego lansu. Kobieta o stu twarzach, której pięknie z uśmiechem, jak i smutkiem. Jej małe mieszkanko z odrestaurowanym kredensem (przez nią samą!) stanowiło genialną scenografię do naszej sesji. Zaproście mnie do takich wnętrz, proszę. I do wnętrza swojej duszy również.

Polub/udostępnij post